Nie trzeba się nikogo bać…

H.Hesse mein

/foto: Caligo/

Nie trzeba… Nie każdy z nas dochodzi do takiej myśli… Nie każdy z nas ją poprze. Od małego uczą nas, że trzeba się bać Boga, rodzica, nauczyciela, sąsiada, obcego. Nawet jeśli to nie nakazy, to wyraźne ostrzeżenia przed gniewem Jahwe, przed niecnymi zamierzeniami niektórych osobników spośród społeczności, przed zagrożeniem ze strony nieznanego, innego. To nie tylko zatem ostrzeżenia przed czymś, co może spotkać nas niejako przypadkowo (to, co „sprowokujemy” własną lekkomyślnością), ale również ostrzeżenia przed karą jaka nas czeka za nieposłuszeństwo (w pełni świadome odrzucenie nakazu).

Zniewalanie w sferze mentalnej wcale nie jest trudne. Udaje się to systemom politycznym, udaje systemom religijnym. Skupiając się tylko na XX wieku dostrzec możemy przerażające żniwo zniewolenia psychicznego i fizycznego milionów ludzi.
Zostawiając polityków (do których zaliczam oczywiście hierarchów różnych kościołów, a szczególnie rzymskokatolickiego) i ich szeroko zakrojone działania w tej materii, skupię się na aspektach psychologicznych, jednostkowych.

O czym pisał Hesse? O możliwej obronie przed zniewoleniem. O odwróceniu pierwotnej sytuacji: napierająca siła i my, pasywni, poddający się narzucanej nam „władzy” na: my, aktywni, mający możliwość wyboru/odporu/zignorowania, a próbująca zawładnąć nami siła, zewnętrzna siła.
Dlaczego odwracanie sytuacji tak nieczęsto nam się udaje – ba, wydaje się, że w niektórych przypadkach jest niemożliwe?
Bo rzadko kiedy jesteśmy ku temu kierunkowani, rzadko kiedy pokazuje się nam, że możemy samostanowić o sobie. Nakładane są na nam przeróżne kagańce – i zawsze (ponoć) dla naszego dobra.

Jeśli pozwalam sobie na myśl wolną, swobodną – jeśli potrafię sobie na taką pozwolić – mam w sobie siłę i narzędzia intelektualne, tym mniej szans na zniewolenie mnie ma tzw. władza (i nie myślę tu tylko o politycznej). Zniewolenie okazuje się niemożliwe – chyba, że dam na to (jej i sobie) przyzwolenie.
Podobnie jest ze strachem, który wiąże się ściśle z nakazami albo zakazami i karą za ich łamanie.
Dbajmy o siebie również w tym tak ważnym zakresie wrażliwości ludzkiej i ludzkiego intelektu. Bądźmy niczym ‘terra firma’ dla napierających mas powietrza i gwałtownej wody.

I jeszcze jedna myśl, właściwie obraz a propos:
„Wiem, że (…) będą mnie nawiedzały i ciemności, i zwątpienia. Ale na dnie duszy mam ogródek, okolony, gdzie jest uroczyście, i tam żaden strach już nie dociera. Jeśli zechcesz, to z każdym rokiem wytyczymy dalej jego obręb.”
/Rilke do Lou, Das Florenzer Tagebuch/

Reklamy
Nie trzeba się nikogo bać…