Od i ku. . .

 

Kafka notatnik 8

/Franz Kafka, Osiem notatników, lata 1917 – 1918/

 

Reklamy
Od i ku. . .

Z dzieciństwa

Zmrok był jak skarbiec, co wypełniał przestrzeń,
gdzie chłopiec siedział ukryty w pomroce,
i kiedy matka weszła, jakby we śnie,
szklanka w kredensie cichym zadygoce.

Czuła, jak pokój zdradza jej obecność,
Pocałowała syna: Jesteś tutaj?…
Później spojrzeli w stronę fortepianu,
bowiem w niejeden zmierzch w jej pieśni nutach
dziwnie głęboko gubiło się dziecko.

Siedział cicho. Wzrok jego wielki jeszcze ciszej
zawisł na jej ręce, zgiętej od pierścienia,
co jakby szła przez zamieć bez wytchnienia,
z trudem przez białe szła klawisze.

/przełożył Mieczysław Jastrun/


Aus einer Kindheit

Das Dunkeln war wie Reichtum in dem Raume,
darin der Knabe, sehr verheimlicht, saß.
Und als die Mutter eintrat wie im Traume,
erzitterte im stillen Schrank ein Glas.
Sie fühlte, wie das Zimmer sie verriet,
und küßte ihren Knaben: Bist du hier?…
Dann schauten beide bang nach dem Klavier,
denn manchen Abend hatte sie ein Lied,
darin das Kind sich seltsam tief verfing.

Es saß sehr still. Sein großes Schauen hing
an ihrer Hand, die ganz gebeugt vom Ringe,
als ob sie schwer in Schneewehn ginge,
über die weißen Tasten ging.

Raum

/Aus: Das Buch der Bilder/

Z dzieciństwa

Kozioł ofiarny

„Faszyzm to coś, przed czym uciekam, to zatrute ciasną nienawidzącą wspólnotą powietrze. To wynaturzona narodowość w epoce, w której naród staje się czymś niezrozumiałym i anachronicznym. Narodowość jako choroba, narodowość jako naczynie resentymentu, wspólnota wykluczająca innego, niezależnie od kryterium, dla czy według którego staje się on innym.”
_ _ _

„Nie czuję się Polakiem, tak jak Thomas Bernhard pod koniec swego życia chorował na uporczywą potrzebę ucieczki z miejsca, gdzie musiał być Austriakiem.
Powstaje coś w ludziach, wobec czego czuję się coraz bardziej obcy.
Nie wystarczy mieć pracę, mieć mieszkanie, nie mieć finansowych kłopotów.”
_ _ _

„Faszyzm to religia negatywnego Boga – to religia kozła ofiarnego palonego dla Boga. Kultu własnej lepszości przez zabicie tego ofiarnego kozła…”
/Całość tutaj: Znowu się na coś strasznego zgodzimy/

Oczywiście można się sprzeczać z Lupą i jego diagnozą.

Moją uwagę natomiast momentalnie przykuł temat kozła ofiarnego – kiedyś fascynowałam się genezą i – często tragicznym – pokłosiem jakie przynosi ów mechanizm: dla mnie oznaczał on fascynujące i zarazem przerażające skrzyżowanie wiedzy antropologicznej z psychologią jednostki. Sam już fakt, że mechanizm ten rozpoznano chyba w każdej kulturze świadczy o jego istotności.
Z tym zagadnieniem nieodłącznie kojarzą mi się:
– oczywiście postać Jezusa,
– oczywiście Girard i jego „Kozioł ofiarny”,
– oczywiście Greenaway i jego „Dzięciątko z Mâcon”.

Podaję za Wiki:
„Inne religie i ich mity założycielskie są opowiedziane z punktu widzenia zabójców i wina kozła ofiarnego nie jest w nich podawana w wątpliwość.
Ewangelie (…) nie uwieczniają mechanizmu, tylko go demaskują: są napisane niejako ze strony ofiary, której brak winy jest podkreślany ustawicznie. Jego analiza wykazuje, że jest to podstawowa treść tych utworów. Dla Girarda jest to wyjaśnienie, dlaczego w cywilizacji Zachodu jako pierwszej mechanizm kozła ofiarnego został uznany za etycznie niedopuszczalny.”
To dlatego tak ważne były ewangelie w kształtowaniu się naszej (w sensie europejskiej) cywilizacji.

Film Greenawaya szalenie mi się podobał, obejrzałam go z 20 lat temu, więc pewnie powinnam zaktualizować opinię o nim. Wówczas było to dla mnie dzieło poruszające ważny temat i dodatkowo zachwycające starannie skomponowanymi kadrami (wszak Greenaway to również malarz).

A Girard, wraz z Eliadem, to moi ulubieni antropologowie z lat młodzieńczych (do dziś w sumie, bo temat porzucony, a pewnie wyrośli inni, ważniejsi).

The Baby of Mâcon/kadr z filmu „Dzieciątko z Macon/

„Problem kozła ofiarnego jest ciągle aktualny, nawet w systemach demokratycznych. Im większą zbrodnię popełnia się wobec niego, tym większą zbrodnię – dla usprawiedliwienia morderców – kozłowi ofiarnemu się przypisuje.”
/za kultura świecka/
O filmie przeczytać można tu: Dzieciątko z Macon

Kozioł ofiarny

Emigracje

Piękna, klimatyczna opowieść o wewnętrznym świecie Franza Kafki (w zasadzie próba nakreślenia portretu psychologicznego pisarza), stworzona przez jedną z najwybitniejszych postaci filmu animowanego: Piotra Dumałę.

Animacja w powszechnej opinii, to albo płaska ‚dobranocka’, albo ezoteryczna ‚awangarda’. Tymczasem animacja nie naśladuje ‚prawdziwego kina’. Ona sama jest prawdziwym kinem.

I słów kilka, w kontekście potrzeby tworzenia, o jednym z najbardziej znanych opowiadań Kafki, o „Przemianie”:

„Przemiana Gregora w robaka, a potem jego śmierć, są symbolicznymi obrazami niszczącego wpływu rodziny na jego życie. Parabolicznym znakiem okrucieństwa systemu rodzinnego, wysysającego energię z syna dla swoich biologicznych potrzeb, po czym odrzucającego go i skazującego na śmierć, gdy nie może już ich spełnić. Opowiadanie to staje się w ten sposób przenikliwą diagnozą okrutnego biologizmu ludzkiej egzystencji, wykluczającego wrażliwe jednostki i skazującego je na cierpienie. Przemoc i siła w ludzkim świecie zwyciężają nad miłością i wsparciem, a jednostka niepoddająca się bezwzględności natury musi zniknąć.

(…) jednocześnie utwór Kafki jest artystycznym sprzeciwem przeciwko władzy nad jednostką i obroną jej prawa do wolności. Tragizm istnienia można bowiem przezwyciężyć dzięki twórczości, która kreuje te formy życia, których brak w rzeczywistości odczuwa artysta. I na tym polega ocalenie przez tworzenie.”

„List do ojca” był drugim, zaraz po „Zamku”, przeczytanym przeze mnie utworem Kafki. Podobieństwo relacji Franz i jego ojciec z relacją ja a moja matka, pamiętam, wprowadziło mnie w potężne zdumienie. Ach… zatem już ktoś przede mną doświadczył podobnych emocji i w dodatku po mistrzowsku je opisał…

Tego rodzaju dziecięce zdziwienie jest nie do powtórzenia – oczywistości nie są jeszcze oczywistościami, a właśnie dopiero co odkrywanym lądem… Moment, w którym ujrzymy swoje intymne, osobiste doświadczenia powielone w tysiącach żyć, będzie końcem naszego intelektualnego dzieciństwa (jednym z wielu możliwych).

“Kafka nie jadł mięsa i nie zamierzał spłodzić potomstwa, gdyż był to jego imperatyw wewnętrzny zwrócony przeciwko ojcu. Tylko w ten sposób mógł odwrócić klątwę rodzinną, obarczającą go winą za bycie sobą. Pomnażał swoje istnienie wyłącznie w twórczości, sam kruchy i prawie niewidzialny, pracował na swoją nieśmiertelność. Ucieczka wewnętrzna, jego emigracja duchowa, były dla niego jedyną możliwością przeżycia.”

/cytaty za Ewą Wodniak, Asocjacje/
Sylwetka Piotra Dumały

 

Film

Czas

Eva Bekier ZegarEin Jahr versinkt im Zeitenstrom,
sinkt tief bis auf den Grund.
Ein neues hebt sich leise schon,
erwartet seine Stund’.

Was einmal war, kehrt nimmermehr
herauf ans Tageslicht,
ruht auf dem Grunde felsenschwer,
die Flut sich daran bricht.

Noch widersteht der Fels am Grund
von starker Flut umspült,
noch wirkt sein Dasein, tut sich kund
im Wirbel, der zum Tag sich wühlt.

So strömt es fort, und unentwegt
zerschleift das Felsgestein,
bis Gegenkraft sich leiser regt
und aller Grund wird eben sein.

Czas

Nie trzeba się nikogo bać…

H.Hesse mein

/foto: Caligo/

Nie trzeba… Nie każdy z nas dochodzi do takiej myśli… Nie każdy z nas ją poprze. Od małego uczą nas, że trzeba się bać Boga, rodzica, nauczyciela, sąsiada, obcego. Nawet jeśli to nie nakazy, to wyraźne ostrzeżenia przed gniewem Jahwe, przed niecnymi zamierzeniami niektórych osobników spośród społeczności, przed zagrożeniem ze strony nieznanego, innego. To nie tylko zatem ostrzeżenia przed czymś, co może spotkać nas niejako przypadkowo (to, co „sprowokujemy” własną lekkomyślnością), ale również ostrzeżenia przed karą jaka nas czeka za nieposłuszeństwo (w pełni świadome odrzucenie nakazu).

Zniewalanie w sferze mentalnej wcale nie jest trudne. Udaje się to systemom politycznym, udaje systemom religijnym. Skupiając się tylko na XX wieku dostrzec możemy przerażające żniwo zniewolenia psychicznego i fizycznego milionów ludzi.
Zostawiając polityków (do których zaliczam oczywiście hierarchów różnych kościołów, a szczególnie rzymskokatolickiego) i ich szeroko zakrojone działania w tej materii, skupię się na aspektach psychologicznych, jednostkowych.

O czym pisał Hesse? O możliwej obronie przed zniewoleniem. O odwróceniu pierwotnej sytuacji: napierająca siła i my, pasywni, poddający się narzucanej nam „władzy” na: my, aktywni, mający możliwość wyboru/odporu/zignorowania, a próbująca zawładnąć nami siła, zewnętrzna siła.
Dlaczego odwracanie sytuacji tak nieczęsto nam się udaje – ba, wydaje się, że w niektórych przypadkach jest niemożliwe?
Bo rzadko kiedy jesteśmy ku temu kierunkowani, rzadko kiedy pokazuje się nam, że możemy samostanowić o sobie. Nakładane są na nam przeróżne kagańce – i zawsze (ponoć) dla naszego dobra.

Jeśli pozwalam sobie na myśl wolną, swobodną – jeśli potrafię sobie na taką pozwolić – mam w sobie siłę i narzędzia intelektualne, tym mniej szans na zniewolenie mnie ma tzw. władza (i nie myślę tu tylko o politycznej). Zniewolenie okazuje się niemożliwe – chyba, że dam na to (jej i sobie) przyzwolenie.
Podobnie jest ze strachem, który wiąże się ściśle z nakazami albo zakazami i karą za ich łamanie.
Dbajmy o siebie również w tym tak ważnym zakresie wrażliwości ludzkiej i ludzkiego intelektu. Bądźmy niczym ‘terra firma’ dla napierających mas powietrza i gwałtownej wody.

I jeszcze jedna myśl, właściwie obraz a propos:
„Wiem, że (…) będą mnie nawiedzały i ciemności, i zwątpienia. Ale na dnie duszy mam ogródek, okolony, gdzie jest uroczyście, i tam żaden strach już nie dociera. Jeśli zechcesz, to z każdym rokiem wytyczymy dalej jego obręb.”
/Rilke do Lou, Das Florenzer Tagebuch/

Nie trzeba się nikogo bać…